|
|||||||||||||||
![]() Dwa zwycięstwa Kamila Raczkowskiego Piątek, 07 Maj 2010
Budapeszt przywitał uczestników Kia Lotos Cup gościnnie i ciepło. Naprawdę ciepło, a nawet upalnie: gorąca była bowiem atmosfera inauguracji sezonu i prawdziwie gorąca okazała się węgierska wiosna. Wcale nie w przenośni: temperatura na Hungaroringu osiągnęła niemal 30 stopni w cieniu. Cóż - w końcu to od nas „na południe”. Już podczas piątkowych treningów kierowcy wysiadali z pucharowych cee'dów jak z sauny. I nie była to kwestia samych emocji - takich letnich upałów naprawdę nikt się nie spodziewał. Jazdy treningowe na slickach szybko pokazały, że w kwalifikacyjnych walkach o najlepsze pole startowe, a potem - o miejsce na podium, liczyć się będzie nie tylko prędkość, ale i taktyka. Zawodnicy błyskawicznie zauważyli, że na bezbieżnikowych oponach auta prowadzą się bardzo dobrze, a osiągane czasy są lepsze niż np. w ubiegłym roku, ale... gumy w szybkim tempie „przenoszą się” z obręczy na tor. Jak więc jechać, by opon starczyło na pełne 12 okrążeń każdego wyścigu? Takie pytanie stawiali sobie wszyscy zawodnicy, którzy stanęli na starcie I rundy Kia Lotos Cup 2010. W efekcie po piątkowych i sobotnich kwalifikacjach ustalona została kolejność startowa pierwszego, inauguracyjnego wyścigu:
1 Kamil Raczkowski 2.18,077
A zatem między najlepszym w kwalifikacjach Kamilem Raczkowskim, ubiegłorocznym Mistrzem Polski w klasie cee'd, a zamykającą stawkę walki o punkty Moniką Luberadzką była różnica zledwie 3,5 sekundy, co przy okrążeniu długości 4,381 km nie jest dystansem nie do odrobienia. Zapowiadał się więc wyrównany wyścig. W sobotę punktualnie o 15.00 wystartował pierwszy wyścig tegorocznego Kia Lotos Cup. Jak zwykle wydawać się mogło, że kolejność wynikająca z czasów uzyskanych podczas kwalifikacji będzie utrzymywać się podczas rywalizacji o punkty. I jak zwykle okazało się, że bezpośrednie zmagania z przeciwnikami to coś innego, niż walka z czasem. Wyścig miał naprawdę emocjonujący przebieg. Nie brakowało wyprzedzania, tasowania się aut i drobnych błędów zakończonych efektownymi piruetami. Na szczęście obyło się bez poważnych kolizji, choć samochody niemal ocierały się o siebie w bezpośrednich zmaganiach. Czołówka z kwalifikacji zdominowała pierwszy wyścig, zwyciężył Raczkowski, który był w świetnej dyspozycji od początku weekendu tuż za nim Chmiel i Ostoja-Chyżyński Drugi wyścig to pierwsze zastosowanie przepisu o odwrotnej kolejności na starcie. A zatem kolejność pierwszej szóstki wyglądała następująco:
1. Mariusz Fronc I stało się! Więcej emocji, więcej walki: czołówka musiała się napracować, by stanąć na podium. I choć wyścig toczył się chwilami lusterko w lusterko, najlepsi udowodnili swoją wyższość. Ponownie najszybszy był Kamil Raczkowski, za nim finiszował ostro szarżujący na trasie Maciej Ostoja-Chyżyński, a za nim „na pudło” wjechał Jakub Chmiel. Wyniki 2 wyścigu:1. Kamil Raczkowski 2. Maciej Ostoja- Chyżyński 3. Jakub Chmiel 4. Michał Kijanka 5. Aleksandra Furgał
A zatem pierwsze pucharowe punkty zdobyte, można też już ocenić zmiany regulaminowe. Oto co powiedział na mecie bohater Hungaroringu. Kamil Raczkowski: - Dwa zwycięstwa na początek muszą cieszyć. O ile pierwszy wyścig nie miał specjalnej historii, o tyle drugi zmusił do większego wysiłku, a to właśnie zasługa zmiany regulaminowej odwracającej kolejność startu pierwszej szóstki. No, i ważna jest kwestia rozważnej, technicznej jazdy oraz precyzyjnych ustawień samochodu - to za sprawą jazdy na slickach. Trzeba jechać precyzyjnie, zgodnie z własną taktyką, umiejętnie oszczędzać opony, by przyczepność nie spadała z upływem czasu. Bezpośrednia walka strasznie zjada opony. Ta zmiana regulaminu pokazuje, że wyścigi to nie tylko wciskanie do dechy pedału gazu, ale umiejętności i rozwaga.
powrót
|
![]() |
||||||||||||||
|